Ostatnio dodane

Zobacz więcej

Milso
fotokonkursy.info

Sonda

Skąd dowiedziałeś sie o naszej szkole?





„KONIEC ŚWIATA”


Gdy przysłuchuję się dyskusjom na temat kondycji fotoreportażu nie mam wątpliwości: reportaż fotograficzny w prasie drukowanej dawno już „umarł”. Zastanawiam się czy w Polsce kiedykolwiek się narodził?

Wielki ruch jakim był „fotożurnalizm” opanował świat w szybkim tempie lecz Polskę zaledwie musnął. Efektem tego było pojawienie się w kraju kilku tytułów prasowych, które przez kolejne dekady oferowały kompromis pomiędzy tym co chciały a tym co mogły pokazać. Pisma te zdążyły wychować paru znakomitych reporterów, jednak nie były zjawiskiem na tyle silnym, żeby wykształcić w Polaku wytrawnego odbiorcę obrazu.

 

Doświadczenia światowego dziennikarstwa z przełomu XIX i XX wieku  pokazały, że fotografia może stanowić niezależną formę wypowiedzi, że istnieje spore zapotrzebowanie społeczne na informacje w postaci obrazu. Nowe techniki drukarskie takie jak fotograwiura, wynalezione w latach 80-tych XIX wieku, pozwoliły na szybki i tani druk zdjęć na papierze gazetowym. Fotografie,  już w pierwszej dekadzie XX wieku, zaczęły zalewać prasę codzienną lecz proces tworzenia nowoczesnych pism, w których obraz był głównym środkiem przekazu, rozpoczął się w drugiej połowie lat 20-tych w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Arbeiter Illustrierte Zeitung, który ukazał się w 1925 roku w Niemczech oraz trzy lata młodszy francuski magazyn ilustrowany Vu, zapowiadały nowy sposób posługiwania się fotografią. Rewolucja nadeszła parę lat później.

W 1936 roku w Nowym Jorku, Henry Luce, wydawca Time’a kupił znany tytuł, ukazujący się na rynku amerykańskim od 1883 roku - podupadający magazyn Life. Pomysł Luce’a na lifting Life’u był prosty: zdjęcia miały opowiadać historię a krótki tekst ją uzupełniać. Pierwszy nowy Life, z charakterystyczną czerwoną winietą, ukazał się w listopadzie 1936 roku. Cztery miesiące później miał już milion czytelników tygodniowo. Europejscy wydawcy przecierali oczy. Dwa lata po Life’ie w Anglii zaczęto wydawać Picture Post, a we Francji tygodnik Match (poźniej - Paris Match). Przez kolejne dekady pisma te stanowiły wyznaczniki nowoczesnego fotodziennikarstwa. Ich archiwa są dziś cennym dokumentem historii XX wieku.

 

  Rozwój polskiej prasy pokrzyżowały wojna i okupacja. Drukarnie, jak większość przemysłu, legły w gruzach. Pierwsze powojenne próby wydawnicze podjęto w Krakowie. W lutym 1945 roku ukazała się „Ilustracja Polska”- czterostronicowy, niedzielny dodatek Dziennika Polskiego, ale już w kwietniu zaniechano jej wydawania na rzecz „Przekroju”. Jednocześnie w Warszawie trwały prace nad tygodnikiem „Stolica”, który pojawił się w sprzedaży rok później.  W 1948 roku powołano Tygodnik Młodzieży Wiejskiej „Nowa wieś”. Ten bogato ilustrowany magazyn wiernie  służył socjalistycznej propagandzie opiewając klasę robotniczo-chłopską, odkrywając „uroki” życia na PRL-owskiej wsi . 

Żadne z tych czasopism w latach czterdziestych i na początku pięćdziesiątych nie dało szansy zaistnienia fotografii jako samodzielnej formie wypowiedzi. Zaświadczała jedynie o autentyzmie treści poruszanych w tekście. Rzadko podpisywano ją nazwiskiem autora. Dopiero w II połowie lat pięćdziesiątych,  publikujący w „Stolicy” zespół fotografów, do których  należeli Henryk Jurko, Eustachy Kossakowski, Tadeusz Rolke i Zbyszko Siemaszko, wypracował ciekawą formułę fotograficzną. Impulsem do tych zmian stał się tygodnik „Świat” i to właśnie ten tytuł otwiera historię fotoreportażu w Polsce.

   Wiosną 1951 roku dziennikarz Stefan Arski rozpoczął pracę nad nowym ilustrowanym magazynem o nieznanej dotąd w kraju formule. - „Koncepcja pisma wzorowana była na amerykańskim Life i londyńskim Picture Post - wspomina Stefan Arski w wywiadzie dla ITD, 30 lat później - Dowcip warszawski mówił wtedy, „że powstał „Lajfoniok” czyli skrzyżowanie Life – u z radzieckim Ogoniokiem, ale to nieprawda. Nam chodziło o stworzenie pisma w którym tekst i zdjęcia stanowiłyby zwartą całość” –

Makietę „Świata” zaprojektował grafik i plakacista Tadeusz Trepkowski, a formułę fotograficzną wypracował Władysław Sławny. Sławny, żołnierz Brygady Strzelców Podhalańskich i weteran bitwy o Narwik,  po wojnie pracował jako fotograf paryskiej redakcji lewicowego Tygodnika Polskiego. We Francji bacznie obserwował rozwój światowego fotoreportażu i narodziny agencji Magnum. Swoje doświadczenia wykorzystał po powrocie do kraju, gdzie wszedł w skład zespołu redagującego tygodnik „Świat”.

- Przez trzy miesiące robiliśmy próbne numery – wspominał Arski, pierwszy i jedyny naczelny tygodnika - Życzono sobie, żeby pierwszy numer „Świata” ukazał się 22 lipca. Kategorycznie się temu sprzeciwiliśmy, bo musiałby to być numer laurka i od początku pogrzebalibyśmy się w oczach czytelników.”- 

Komunistyczny ustrój nie ułatwiał rozwoju polskiej prasie. Po 1944 roku, państwo przejęło drukarnie i gospodarkę papierem. Władze wprowadziły cenzurę prewencyjną. W styczniu 1945 roku powołano Biuro Kontroli Prasy a rok później Główny Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Rodziła się świadomość tego, że obraz odpowiednio wykreowany może stać się świetnym medium dla propagandy. Krytyk i historyk Ignacy Płażewski w 1953 roku dość precyzyjnie określił rolę społeczną fotografii: - „Nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia politycznego, społecznego czy gospodarczego bez udziału w nim fotografii (…)  jako środka mobilizującego naród do wykonania określonych przez Partię i Rząd gigantycznych planów budownictwa socjalistycznego. Fotografia stała się agitatorem politycznym i to jest jej sens i rola społeczna w naszej rzeczywistości”.-

Z takimi oczekiwaniami miał się zmierzyć Władysław Sławny i utworzony przez niego dział fotograficzny tygodnika. W jego skład wchodzili: Konstanty Jarochowski, Jan Kosidowski, Wiesław Prażuch oraz Paulina Kornecka i Zdzisław Małek. Pierwszy numer „Świata” ukazał się 29 lipca 1951 roku.

-„ Sławny jest wszędzie – wspominał początki magazynu fotograf, Jan Kosidowski – wprowadza nowe techniki, pierwszy w Polsce używa zawodowych kamer prasowych, jego srebrzyście przejrzyste odbitki są niezrównane. Sławny omawia stosy płacht  – własnych i cudzych. Wszystkie zdjęcia są dla niego ważne, zarówno wykonane w czasie wielkiego politycznego wydarzenia jak na pokazie ładowania przetworów pomidorowych do butelki” -

W pierwszych latach pismo publikowało wyłącznie programowo narzucane ilustracje. Sławny występował jako autor okładek natomiast materiały wielozdjęciowe pochodziły głównie z zagranicznych agencji. Zza wschodniej granicy docierały schematyczne zdjęcia rewolucyjnej rozbudowy Chin, wznoszenia zapór i fabryk w ZSSR. Totalne plany, w których człowiek ginął w obłędzie maszyn i monumentalnej architekturze. Drugi rodzaj zdjęć, bardziej dynamicznych o zróżnicowanych typach ujęć, pochodził z zachodnich agencji. Ujawniał biedę na Sycylii, głód w Indiach, plagę narkomanii w USA. Fotoreportaże Keystone i podobnych agencji, kiepsko udawały zestawy autorskie, niemniej to ten sposób pracy zainspirował ekipę „Świata”.

Polska fotografia wczesnych lat 50-tych głównie sprowadzała się do piktorializmu i działań czysto estetycznych. Krytyka zaczęła piętnować to zjawisko dopiero po Wystawie Młodych w 1955 roku. Krytyk Janusz Bogucki na łamach fotografii pisał wtedy o V Ogólnopolskiej Wystawie Fotografiki: „Wypomniałem ogromnej większości naszych mistrzów nie tyle jakikolwiek socrealizm, bo go tam już nie było, ile dość powszechną rejteradę przed rzeczywistością w dziedzinie po akademicku wypieszczonych, ładnych obrazów. Takiej ładności wyjałowionej starałem się przeciwstawić kilka odmian żywej, nowatorskiej fotografiki uprawianej przez najwybitniejszych twórców naszego czasu. Wśród tych odmian szczególne znaczenie ma fotografia reportażowa, która (…) należy dziś do elementarnych sposobów przekazywania wiedzy o świecie. Niestety zabójcza dla prawdy i dla sztuki zaraza lakiernictwa, sparaliżowała w znacznym stopniu również i rozwój fotoreportażu w krajach socjalistycznych”.       

Tymczasem „Świat” się „rozkręcał”. Na stronach pisma zaczęły pojawiać się fotoreportaże autorów z Francji, Włoch i Hiszpani. Z reguły nie posiadały własnych tekstów. Układane były w przemyślane zestawy, podkreślone krótką dynamiczną narracją. Biły na głowę rodzimą produkcję. Wśród autorów znaleźli się Francesco Nigro, Franco Pima i Antonio Sansone. Nieco później Willy Ronis wykonał dla „Świata” zdjęcia z paryskiej dzielnicy Saint-Germain, Werner Bischof opublikował serię z Japonii a David Seymour materiał z Sycylii. Redakcja tygodnika z wielkim namaszczeniem traktowała prace światowych gwiazd reportażu. Pojawiła się też publikacja Lisy Larsen, reporterki magazynu Life, zatytułowana „Polska w obiektywie amerykanki”, opatrzona dodatkowo zdjęciem i krótką notką o autorce. Fanfary zagrały przy serii zdjęć z Moskwy Henri Cartier-Bressona, który zresztą na krótko odwiedził  redakcję „Świata”. Spotkanie to odnotował Jan Kosidowski:

- „ Gdy po paru dniach zjawiłem się w piwnicy, która służyła za laboratorium tygodnika „Świat”, zastałem naszego kierownika Władysława Sławnego w ożywionej rozmowie ze szczupłym blondynem. Cartier-Bresson przedstawił się nieznajomy. Przez wiele następnych dni gościliśmy Cartier – Bressona w naszej redakcji przeprowadzając długie rozmowy, pomagając mu organizować reportaże i co najważniejsze – podpatrując metody jego pracy Nie minęło parę dni a cały dział fotograficzny „przezbroił się” pośpiesznie w nowy sprzęt – aparaty małoobrazkowe. Cartier-Bresson zmienił jeszcze jedno w naszej pracy. W czasie kolejnej rozmowy rzucił od niechcenia uwagę, że zdjęcia mody często robią homoseksualiści. Użyliśmy to natychmiast jako argument w redakcji i od tego czasu na wszystkie pokazy wysyłaliśmy laborantkę”-

   

Kompleks prowincjusza w ekipie fotografów został z dnia na dzień przełamany. Był rok 1955, rozpoczynał się złoty okres „Świata”. Sławny opublikował „Bal Milionerów”, reportaż z „biznes – party” w spółdzielni produkcyjnej Marszowice, która uczciła swój pierwszy zarobiony milion złotych. Okładka z dziewczyną kroczącą w gumiakach z reportażu o Nowej Hucie symbolizuje najlepsze czasy w twórczości Sławnego. -„ Dobre zdjęcie – powtarzał sam autor – musi zwrócić uwagę, zastanowić, kopnąć w twarz dynamiką, oryginalnym ujęciem.” 

 Jego fotografie oprócz wyrafinowanej obserwacji cechuje prostota konstrukcji, ironia w przedstawianiu rzeczywistości i humanizm. 

- Sławny, bezkompromisowy wielbiciel autentyzmu – pisał Janusz Bogucki - nie uznaje zdjęć w jakimkolwiek stopniu upozowanych czy też przetwarzanych w toku mechanicznego opracowania. O wyniku decyduje siła napiętej uwagi i decyzja podjęta we właściwym ułamku sekundy. Sławny nie poszukuje również żadnych niepowszednich efektów czy to ujęcia perspektywicznego czy oświetlenia. I jedno i drugie mieści się na ogół w kategoriach codziennego oglądania świata przez przeciętnych jego mieszkańców”.



Sławny krótko zabawił w Polsce. W 1957 roku ponownie wyemigrował do Francji a jego zdjęcia zniknęły ze „Świata”.  Niewiele o nim wiemy. Powrócił do paryskiej redakcji „Tygodnika Polskiego”. Fotografował i redagował to pismo. Pasjonował się sztuką prymitywną. Dokumentował twórczość dzieci i ludzi umysłowo chorych należącą do zbiorów malarza Jean Dubuffeta. Do Polski przywiózł nowoczesny fotoreportaż prasowy, wraz z nim przekonanie, że fotografia to opowieść o człowieku, służba, która pozwala mu lepiej poznać samego siebie.

 

Redakcyjne obowiązki Sławnego przejął jego młodszy kolega, Jan Kosidowski.

Kosidowski, po zakończeniu wojny znalazł się w USA. Podjął naukę w Nowojorskim Instytucie Fotograficznym.  Swoje wspomnienia z emigracji i z pracy w Polsce zebrał w książce „Zawód fotoreporterzy”. Z redakcją „Świata” związał się wkrótce po powrocie do kraju, w 1951 roku i pozostał jej wierny aż do rozwiązania pisma.

Fotografował Moskwę, Chiny, Brazylię, Mongolię i Afrykę. Jest autorem licznych reportaży z Polski,  wśród nich: „Okno wystawowe” (Świat” 46/1955), „ 1/100 sekundy” (Świat” 28/1955), Żywioł (Świat” 17/1958). Wyraźnie inspirował się stylem bressonowskim. Unikał „sztampy”. „Chorobę fotografii prasowej”, upatrywał w konieczności podejmowania przez jednego fotografa każdego zleconego tematu. Z kolei nierówny poziom publikacji  w „Świecie” usprawiedliwiał wysokim zapotrzebowaniem pisma na obraz i brakiem ostrej selekcji materiałów: „Publikowano ok. 95 % tematów, które wykonywali fotoreporterzy,  podczas gdy w zachodnich magazynach tylko ok. 10 – 25 %

Kosidowski był autorem licznych tekstów o fotografii i fotografach. W jednym z nich przybliżył postać swojego redakcyjnego kolegi Wiesława Prażucha: - „W tematach fotograficznych Prażucha na pewno nie ma tak modnego dzisiaj wysuwania na pierwszy plan czarnych i posępnych stron życia. (…) Nie ma w nich ani pogoni za tanią wizualna sensacją, ani gorączkowego poszukiwania biedoty i cierpienia. Jest po prostu równowaga w ocenie i pokazywaniu skomplikowanej i złożonej otaczającej nas rzeczywistości” -  

Prażuch, chłopak z kielecczyzny, skończył prawo międzynarodowe na Wydziale Akademii Nauk Politycznych. Do „Świata” trafił jako 26-latek, był najmłodszy w zespole. Opublikował serie ze Lwowa, Pragi, Norwegii, Leningradu i Londynu, fotografował w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Zapytany przez dziennikarkę w jednym z wywiadów czy fotografowanie polskiego chłopa i egipskiego fellacha to dla niego to samo? –„Właśnie tak – odpowiedział – u obydwu występują te same elementy życia: praca , zmęczenie, odpoczynek. Dam Pani  inny przykład, zdjęcie kobiety: nie jest przecież istotne czy to będzie dobrze ubrana czy dobrze rozebrana kobieta – w ostatecznej ocenie nazwiemy je zdjęciem kobiety”-

Po wyjeździe Sławnego do Francji i odejściu Małka, Prażuch wraz z Kosidowskim i Jarochowskim „ciągnęli” fotograficznie całą gazetę. Konstanty czyli „Kot” Jarochowski, tak go nazywali koledzy, najmniej podróżował toteż brak w jego dorobku spektakularnych reportaży zagranicznych. Swoje historie budował na podstawie obserwacji życia codziennego: wiejskie zebranie, polowanie, bal maturalny. Jeden z jego najbardziej znanych fotoreportaży „Wszystko jedno byle jak” pokazuje zapijaczoną polską prowincję.

 

W 1961 roku, w efekcie kolejnego „kryzysu papierowego”, obcięto jedną trzecią z objętości pisma, z 24 do 16 stron. To spowodowało załamanie koncepcji fotoreportażu. Zespół musiał pożegnać się z wielostronicowymi materiałami. Przy okazji zredukowano nakład pisma z 300 do 100 tyś egz. W tym czasie amerykański Life, choć nie wypada porównywać, przeznaczał 50 stron na zdjęcia i rozprowadzał się w nakładzie 8,5 miliona egzemplarzy.

Lata ’60-te  to koniec epoki wielkich pism ilustrowanych. Na świecie jednym z głównych powodów był rozkwit telewizji i spadek zainteresowania tradycyjnymi mediami.

W krajach socjalistycznych redakcje były finansowane przez Państwo, toteż o powstaniu bądź upadku pism decydowały czynniki polityczne.

W 1968 roku w PRL antysemityzm wzmógł się na sile. Świat opublikował informację o wybuchu wojny między Izraelem a Egiptem i Jordanią. Tytuł brzmiał „Agresja Izraela”, a zdjęcia przedstawiały działania po obu stronach frontu. – „ Biuro Prasy zażądało – wspominał Stefan Arski - aby była „Brutalna Agresja Izraela”. Odmówiłem bo każda agresja jest brutalna, ale zmusili mnie, żebym wyrzucił wszystkie zdjęcia ze strony izraelskiej” -  

Po wypadkach marcowych ‘68, Arski sprzeciwił się publikacji tekstów narzucanych przez Biuro Prasy a nawołujących do antysemityzmu. – To było ukręcenie sobie stryczka, nie byliśmy dyspozycyjni. – kontynuuje Stefan Arski – Wreszcie w 1969 roku  gruchnęła po Warszawie plotka, że „Świat” przestaje istnieć a w jego miejscu powstanie nowy kolorowy magazyn „Perspektywy”. 

27 Lipca 1969 roku ukazał się ostatni numer „Świata”.

Oblicze tygodnika oprócz obszernych fotoreportaży tworzył bogaty materiał tekstowy.  Niebieskie kartki Adolfa Rudnickiego, felietony literackie Artura Międzyrzeckiego, felietony muzyczne Jerzego Waldorffa, teksty naukowe Edwarda Karłowicza czy Myśli nieuczesane  Stanisława Leca. Swoje reportaże publikował Marian Brandys, Kazimierz Dziewanowski, Lucjan Wolanowski i Danuta Rago. Ponadto ukazywały się nowele Hemingway’a  i Apollinaire’a oraz inne rewelacje publicystów z zachodniej Europy.

 

Trudno ocenić tygodnik „Świat” porównując go do dzisiejszych tytułów, zwłaszcza osobie wychowanej na współczesnym modelu mediów. Gdy wertuję kolejne numery pisma, jest dla mnie jasne, że pomimo warunków utrudniających rzetelną pracę dziennikarza w tamtych latach „Świat” był produktem zespołu, w którym każdy z autorów obrazujących i opisujących rzeczywistość jawi się jako pasjonat swojej dziedziny oraz indywidualność wykraczająca daleko poza ramy, w których przyszło mu pracować.   

 

Autor: Grzegorz Klatka

Tekst został  opublikowany w kwartalniku Fotografia nr 33/2010

   

    

 

 

Copyright © 2008-2017 by Kursy i Szkoła fotografii Fotoedukacja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowanie projektu graficznego: Sylwester Smigielski
Wdrożenie projektu: Triso.pl

FOTOEDUKACJA
ul. Harcerzy Września 1939r. Nr 5
40-659 KATOWICE-Piotrowice

NIP 643-167-66-33
REGON 240029093-00028

Numer konta:
FOTOEDUKACJA / ING Bank Śląski
25 1050 1357 1000 0022 9016 5642

Tel. (0-32) 206 46 81
kom. 506 146 407 / 506 146 408 / 506 146 409
e-mail: centrum@fotoedukacja.edu.pl